sobota , 23 Wrzesień 2017
Nowe
You are here: Home » Rozrywka » Naga prawda o sztuce

Naga prawda o sztuce

FABIANOWSKI

FABIANOWSKI

Amatorzy odsłoniętych części ciała potrafią wskazać symbolikę każdego milimetra ludzkiej fizyczności wystawionej na światło dzienne. Niejednokrotnie twórcy rzeczywiście sięgają po nagość w jakimś konkretnym celu, nadając dziełu sztuki wielowymiarowy przekaz. W przypadku sztuki dla sztuki erotyka jest samowystarczalną i samonapędzającą się dziedziną uwiecznioną na płótnie czy utrwaloną w materiale rzeźbiarskim. Sprawdza się tu w praktyce maksyma traktująca o tym, że nic, co ludzkie, nie powinno być nam obce. Wszak nagość to cecha najbardziej ludzka z ludzkich. To pierwsze, co pokazujemy światu tuż po narodzinach. Wciąż jednak nie milkną komentarze odnośnie roli nagości w sztuce i swobody autora w szafowaniu nią. Przykładu nie trzeba szukać daleko: wszak Adam i Ewa nie dysponowali w raju najnowszymi kreacjami od znanych projektantów. Mimo że początki eksponowania nagości sięgają czasów najdawniejszych, często stanowi ona swoisty temat tabu. W wyniku powstałego zapętlenia nie mówi się o tym, czego się nie pokazuje i nie pokazuje tego, o czym się nie mówi. Niemniej widoczna tu zdecydowana nadwyżka negacji nie wpływa na powszechność erotyki, czy tego chcemy, czy nie.

Pierwsze akty kobiece pochodzą z czasów prehistorycznych, kiedy niemalże masowo rzeźbiono wizerunek Płodności. Akty męskie pozbawione wstydu i subtelności jęły powstawać nieco później, również w ramach wiele mówiącego symbolu. W antycznej Grecji zainteresowanie nagością i jej metaforycznym znaczeniem przeistoczyło się nawet w kult ciała i fizyczności. Renesans to era śmiałej nagości goszczącej na płótnie. Listki figowe stosowane w celu udobruchania tej części publiczności, która była gotowa wyrazić swe oburzenie, malowano coraz mniejsze, jakby w akcie, nomen omen, cichego buntu. W roku 1508 Giorgione namalował „Śpiącą Wenus” uważaną za nieprzyzwoitą z powodu rzekomo niedwuznacznego ułożenia palców. Malarz doczekał się grona naśladowców lubujących się w małych skandalach wywoływanych przez ich „niegrzeczne” dzieła.

Zatem mamy już nagość w rzeźbiarstwie i nagość w malarstwie. W literaturze i filmie znaleźć można ją jeszcze prościej: wystarczy sięgnąć po pierwszy lepszy romans ze średnio wartką akcją, by natrafić na tendencyjne ujęcia i frazy traktujące o tym, że ktoś coś odsłonił, a na czymś innym położył rozpaloną żądzą dłoń. Standard. A co w takim razie z muzyką? Jak nagość wnika w teksty piosenek, jeżeli w ogóle wnika? Okazuje się, iż istnieje niezliczona liczba pozycji, które w mniej lub bardziej dosłowny sposób wspominają o nagości, zazwyczaj opiewając ją, czy raczej okoliczności, w jakich nastała. Czasem też tekściarze zarysowują sytuację, pozwalając słuchaczowi na domysły. Ile ma w sobie odwagi i jak daleko zabrnie jego wyobraźnia pobudzona jednym czy dwoma słowami?

Sztuka karmi się samą sobą, ale także gustami jej wyznawców. To znaczy odbiorców. Zatem czerpie z tego, co cieszy się w danym momencie popularnością. Aczkolwiek nie zawsze, gdyż niejednokrotnie zmierza zupełnie pod prąd, by zadziwić, zaskoczyć, rozdrażnić – poruszyć. Te dwie drogi spotykają się w jednym punkcie i jest nim właśnie nagość. Jednych zachwyca, drugich zniesmacza. Bez względu na to, jaki efekt chce wywołać artysta, wcześniej czy później wcieli swój plan w życie, właśnie przy pomocy negliżu.

Leave a Reply